psav zdjęcie główneJakkolwiek bowiem błąd po stronie banku był ewidentny, to zdaniem sądu żadne z dóbr osobistych klienta nie zostało naruszone. Powód? O jego rzekomym długu dowiedziało się niewiele osób. A sam fakt utrudnień w korzystaniu z usług finansowych nie uzasadnia jeszcze naruszenia któregokolwiek z dóbr.
Rzekomy dłużnik
We wrześniu 2008 r. mężczyzna zawarł z bankiem umowę o kartę kredytową. Przy jej podpisywaniu nie wyraził zgody na przetwarzanie i udostępnianie jego danych osobowych po wygaśnięciu zobowiązania kredytowego. Już w lutym 2009 r. rachunek karty został zamknięty, a mężczyzna przestał być klientem korporacji. Nie miał wobec niej żadnych zobowiązań. Mimo to w styczniu 2011 r. jeden z pracowników banku dokonał wpisu w tzw. rejestrze niesolidnych dłużników (międzybankowy system Centralnej Bazy Danych – Bankowy Rejestr), w którym wskazał dane byłego klienta. We wpisie wskazano, że zaciągnął on kredyt, którego nie spłacił.
W 2012 r. mężczyzna złożył wniosek o kartę kredytową w innym banku. Otrzymał odpowiedź odmowną. Uznał, że nie spełnił wyśrubowanych kryteriów instytucji. Poszedł więc do innego banku. Ale i tu odmowa. Spróbował więc jeszcze raz. Znów niepowodzenie. Zaczął dociekać dlaczego. I wtedy dowiedział się, że jest wpisany w rejestrze jako dłużnik.
Mężczyzna zwrócił się więc do banku, w którym kiedyś miał rachunek, z prośbą o wyjaśnienie. Dowiedział się jedynie, że jest dłużnikiem i że bank mu wysyłał w tej sprawie pisma. Błędu pracownicy banku jeszcze nie wykryli i – jak pokazuje stan faktyczny sprawy – nawet nie próbowali tego zrobić. Pisma zaś – jak się potem okazało – do byłego klienta nigdy nie trafiły, a przynajmniej bank nie potrafił tego udowodnić.
Zdenerwowany człowiek wystąpił w listopadzie 2014 r. ze skargą do generalnego inspektora ochrony danych osobowych (dziś byłby to prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Dopiero w czerwcu 2015 r. bank przeprosił mężczyznę za sytuację. W skierowanym do niego piśmie powołano się na błąd i zaznaczono, że dane zostały już usunięte z rejestru. To byłego klienta nie usatysfakcjonowało. Bądź co bądź przez 4,5 roku nie mógł on korzystać z kart kredytowych ani zaciągać większych zobowiązań. I przez cały ten czas widniał w rejestrze jako niesolidny dłużnik. Mężczyzna zażądał od banku zadośćuczynienia w wysokości 38 tys. zł za naruszenie dóbr osobistych. Bank zaoferował 2 tys. zł. Jako że strony się nie dogadały, sprawa trafiła do sądu.
Rozpoznający sprawę sąd okręgowy ustalił, że powód przez okres, w którym nie mógł zaciągać zobowiązań w bankach, potrzebował pieniędzy. Najpierw chciał urządzić zakupione mieszkanie. Następnie wraz z żoną chciał kupić nieruchomość w celach inwestycyjnych. Nie kupił, gdyż nie miał szans na uzyskanie kredytu. Sąd dał wiarę zeznaniom, z których wynikało, że cała sytuacja wywołała ogrom stresu oraz spowodowała rodzinne kłótnie. Żona powoda miała mu sugerować, że zataił on przed nią przed ślubem swoją sytuację majątkową. Mężczyzna ponadto bał się wszczęcia egzekucji komorniczej. Zastanawiał się również, czy ktoś nie podszywa się pod jego dane osobowe.
W świetle tych ustaleń sąd uznał, że doszło do naruszenia dobrego imienia i godności powoda.
„Niewątpliwie niezasadne wprowadzenie danych osobowych powoda do Rejestru Bankowego dłużników doprowadziło do utrwalenia w zasobie bankowym, i to na czas dłuższy, obrazu powoda jako dłużnika niesolidnego i nierzetelnego, niespłacającego należności wobec banku. Z uwagi na powszechność korzystania w codziennym życiu z różnorodnych usług kredytowych, ograniczenie dostępu do tych usług w wyniku wytworzenia obrazu powoda jako niewiarygodnego klienta, naruszało jego godność, narażając go na traktowanie przez banki jako osoby o wątpliwej wiarygodności i niezrozumiałe dla niego odmowy udzielania kredytu” – wskazał sąd okręgowy. Przyznał mężczyźnie 10 tys. zł zadośćuczynienia. Apelację od tego wyroku wniósł bank.
Ograniczone grono
Sąd apelacyjny przyznał rację korporacji. W wydanym wyroku wskazał, że błędne umieszczenie danych osobowych powoda w bankowym rejestrze dłużników bynajmniej nie skutkowało znieważeniem powoda, naruszeniem wyobrażenia powoda o jego własnej wartości ani naruszeniem jego godności osobistej.
„Zawarta w Bankowym Rejestrze informacja dotycząca powoda dostępna była tylko i wyłącznie instytucjom bankowym. Na bardzo ograniczony krąg podmiotów mających dostęp do Bankowego Rejestru trafnie wskazuje również skarżący w apelacji. Trudno w efekcie podzielić stanowisko sądu okręgowego, który naruszenie dobrego imienia powoda sprowadza do «utrwalenia w zasobie bankowym obrazu powoda jako dłużnika niesolidnego i nierzetelnego»” – wskazał sąd w opublikowanym na początku listopada uzasadnieniu. Zdaniem sądu apelacyjnego niewłaściwa jest konstrukcja zniesławienia jednostki w oczach systemu bankowego czy instytucji finansowych w ogóle. Rozpatrujący apelację sąd stwierdził jednocześnie, że bez wątpienia do naruszenia doszło – ale przepisów dotyczących ochrony danych osobowych. Nie można tego jednak przekładać w prosty sposób na dobra osobiste jednostki.
– Przepis art. 23 kodeksu cywilnego dotyczący dóbr osobistych człowieka obowiązuje od początku wejścia w życie ustawy, czyli od 1965 r. Niemniej treść analizowanego wyroku pokazuje, że sądy wciąż mają problem z uchwyceniem istoty roszczenia niematerialnego – komentuje orzeczenie Diana Siek-Smoczyńska, adwokat w kancelarii Chmaj i Wspólnicy. Jej zdaniem w omawianej sprawie niewątpliwie doszło do naruszenia dobra osobistego powoda.
– W rejestrze niesolidnych dłużników dobro w postaci nazwiska powoda widniało przez 4,5 roku. Z tego względu wyrok I instancji powinien zostać utrzymany w mocy – uważa mec. Siek-Smoczyńska. I suponuje, że sąd apelacyjny w swoich rozważaniach skupił się na ograniczeniu powodowi dostępu do usług kredytowych, czyli poszukiwał przełożenia roszczenia powoda na szkodę materialną, utracone korzyści. Uwadze sądu jednak – zdaniem ekspertki – umknął fakt, że nazwisko powoda przez kilka lat było zestawione z określeniem „dłużnik”, które kojarzy się pejoratywnie. A do rejestru wgląd mieli wszyscy pracownicy banków, którzy przy styczności z powodem pozostawali w przekonaniu, że mają do czynienia z niesolidnym klientem. ©℗

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 5 czerwca 2019 r., sygn. akt VI ACa 13/18. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia>>> Czytaj też: Zmiany w OFE uratują przyszłoroczny budżet: pomoże „opłata przekształceniowa”