psav zdjęcie główneTrzy lata bezwzględnego więzienia. 22 października Sąd Apelacyjny w Białymstoku wydał prawomocny wyrok w sprawie m.in. Mirosława Ciełuszeckiego, byłego właściciela Farm Agro Planta – firmy, która rządziła jedną trzecią rynku nawozów potasowych w Polsce, wyrosła na potentata i miała kupić Zakłady Azotowe w Kędzierzynie. Stało się to po upływie 17 lat, 8 miesięcy i 6 dni od momentu jego zatrzymania. Zarzuty były poważne: działanie na szkodę spółki, kradzież, oszustwo… Sąd I instancji w 2006 r. skazał biznesmena na 4,5 roku bezwzględnego więzienia. Po apelacji (w 2007 r.) sprawa trafiła do ponownego rozpoznania i wyrok obniżono o 1,5 roku – w 2018 r. Czyli po 11 latach od pierwszego wyroku. Dlaczego trwało to tak długo? Czasem terminy rozpraw były wyznaczane z rocznym poślizgiem. Sporo czasu upłynęło też w oczekiwaniu na opinie biegłych, opinie do opinii i uzupełnianie opinii… Nie chodzi jednak tylko o to, że gdyby młyny sprawiedliwości nie mełły tak opieszale, biznesmen już dawno odbyłby swoją karę i mógłby żyć normalnie. Przez ten czas Ciełuszecki zamiast robić interesy, dawać pracę ludziom, samemu zarabiać pieniądze i płacić podatki, walczył o swoje dobre imię i wolność.
Self-made man
Narewka to wioska leżąca w pobliżu Hajnówki, pas podlaski. Puszcza i żubry, korniki i bezrobocie, Polska C. Mirosław Ciełuszecki przychodzi tu na świat w 1958 r. Jeśli w Polsce było biednie, to tutaj już całkiem nędznie. Mirosław zdaje maturę, robi dwuletnie pomaturalne studium naprawy i eksploatacji pojazdów samochodowych, a potem, jak wiele osób z Podlasia w tym czasie, decyduje się na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Najpierw jest Nowy Jork, potem New Jersey, w końcu Ohio. Pracuje jako robotnik budowlany – kładzie dachy.
– Walczyłem o każdą robotę. Pracowałem po 16 godzin na dobę, żałowałem, że muszę czasem spać – opowiada.
Chłopak z Podlasia śle paczki do domu i zbiera pieniądze do skarpety. Jak już ich trochę uzbiera, to w 1987 r. założy własną firmę: kupuje maszyny z odzysku, wynajmuje stare hale fabryczne w miasteczku Lorain (Ohio). Produkuje listwy wykończeniowe. Zdobywa zamówienia instytucji publicznych. Drewno sprowadza z Pensylwanii, zatrudnia kolejnych pracowników. Interes coraz bardziej się rozkręca, Ciełuszecki wciąż mało śpi, bo jeździ po całych Stanach i zdobywa zamówienia. Kończy 30 lat i czuje się zdobywcą świata.
– Pojechałem na auto show i na nim był prezentowany nowy model forda thunderbird. Oszalałem, jak go zobaczyłem, taki był piękny. I nagle zrozumiałem, że mogę go mieć. Że stać mnie na to, żeby wypisać czek – 61-letni mężczyzna nagle przemienia się w tego młodego mężczyznę sprzed kilku dekad: uśmiecha się, oczy mu błyszczą. Jaka to była radość, kiedy dealer wreszcie dostarczył mu brykę pod drzwi
Całkiem szczęśliwy jednak nie był, bo czuł się samotny.
– Emigracja to nieszczęście, to tragedia tych, którzy musieli wyjechać, i tych, którzy zostali w kraju. To powoduje brak radości z tego, co się zdobyło – kwituje.
Ojczyzna wzywa
W Lorain był sam, ale często jeździł do Chicago, gdzie rezydowała duża drużyna Polonusów. Także jego ziomków z Podlasia. Spotykali się, gadali, pili whisky… W 1990 r. do tej polskiej kolonii przyjechali Lech Wałęsa z Mieczysławem Wachowskim. Zachęcali, żeby brać zarobione pieniądze i wracać do Polski, bo jest już wolna, nasza, można ją urządzić po swojemu. Na początku stycznia 1991 r. wyrusza do Polski na wizję lokalną. Wracając do Ohio po dwóch tygodniach, zakochany w nowej nadwiślańskiej rzeczywistości, już w samolocie podjął decyzję: likwiduje interesy w USA, sprzedaje biznes, w Polsce, na swoim Podlasiu, da sobie radę.Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP